piątek, 7 grudnia 2012

[000] Prolog

     Chłodny zimowy wiatr, smagający mą twarz i płatki czystego, niczym nie skażonego, białego śniegu, kończące swój żywot, gdy tylko dotykały mego ciała. To ostatnie co pamiętam z mego życia. Później była już tylko ciemność, przeplatana szkarłatem.
     -Poddajesz się? - zapytała z kpiną dziewczyna, tak łudząco do mnie podobna.
     Nie odpowiedziałam, jak na kulturalnego człowieka przystało tylko z krzykiem, znikającym pośród zamieci, zaatakowałam. Dziewczyna bez problemu odparła moją katanę swoim mieczem. W miejscu, gdzie oręże się ze sobą zderzyły buchnęło kilka złotych iskier. 
     -Oj siostrzyczko, tylko na tyle cię stać?- syknęła. 
     Natarłam na nią, wykorzystując całą rezerwę siły, która mi jeszcze pozostała. Nie skarżąc się przyznam tylko, że nie było jej zbyt wiele. Moja przeciwniczka tylko kpiąco się uśmiechnęła, wyprowadzając mnie z równowagi. Przez ten cały czas nie mogłam, bądź nie chciałam przyjąć do świadomości, że jest lepsza. Silniejsza. To był mój błąd, który bez wahania wykorzystała. Opuściła swój miecz w dół, zmuszając mnie tym samym do wykonania kroku w tył. Dysząc popatrzyłam na nią ze wściekłością malującą się w mych piwnych oczach. Wiatr zawiał mocniej, rozwiewając me kasztanowe włosy na wszystkie strony, napawając siłą, nadzieją i wolą dalszej walki. Wykorzystując już wszystko co miałam, postanowiłam zaatakować po raz ostatni. Wzięłam głęboki wdech. Zimne, ostre powietrze wtoczyło się do moich płuc, otrzeźwiając świadomość i ciało.
     To jest moja ostatnia szansa. Jeśli jej nie wykorzystam... Zginę. Przemknęło mi przez myśl. 
Nie, dam radę, nie mogę tak myśleć. Jestem silna, zniszczę każdego, kto stanie mi na drodze.  
     Z tak silnym przekonaniem w mym umyśle zaatakowałam. Pierwszego ciosu dziewczyna uniknęła, lecz miałam coś w zanadrzu. Podskoczyłam i obróciłam się o 360 stopni. Z silnym przeczuciem mego zwycięstwa chciałam zaatakować. Mój miecz, połyskujący w słońcu miał zadać śmierć mej przeciwniczce, a gdy już znajdował się niecały centymetry od jej ciała, wysunął mi się z ręki. Upadłam na kolana, kaszląc krwią. Dotknęłam swojej piersi, na której poczułam ciepły, szkarłatny płyn. Popatrzyłam na mą siostrę ze zdziwieniem...
     -T-Ty... -wychrypiałam na co ona uśmiechnęła się triumfalnie. 
     Nie mogłam w to uwierzyć, przecież to miało zakończyć się zupełnie inaczej! To ona powinna teraz konać, nie ja!
     -Ostatnie życzenie? - zapytała, klękając obok mnie. 
     -Tak...-powiedziałam resztką sił- Żebyś zdechła. 
      Dziewczyna zachichotała i sięgnęła do rękojeści swego miecza, utkwionej w mym ciele. 
    - Żegnaj...-szepnęła i mocno wyrwała miecz z mojej piersi. Upadłam na zimny mokry śnieg i po raz ostatni zamknęłam oczy.