środa, 28 sierpnia 2013

[002] - Życie po życiu



      - Pracy? – zapytałam zdziwiona. Odwrócił się w moją stronę, uśmiechając kpiąco.
      - Skarbie, myślałaś, że pomogę ci, od tak? Po prostu? Chyba sobie ze mnie żartujesz. Nie jestem jakąś instytucją charytatywną, żeby przygarniać biedne sierotki.

     Spuściłam wzrok, wlepiając go w podłogę. Przez parę chwil szliśmy w kompletnym milczeniu. Nie za bardzo wiedziałam, czy powinnam się odzywać i czy w ogóle miałabym o co zapytać. Sama nie wiem, czemu, ale po prostu się stresowałam. Mój nowy pracodawca wydał mi się bardzo tajemniczy, zainteresował mnie. Naturalnie nie w tym sensie, że mi się spodobał, nic z tych rzeczy. Po prostu Shinji miał w sobie coś, co nie pozwalało przejść obok niego obojętnie. Przyciągał mnie do siebie z dziwną siłą. Może właśnie dlatego niemalże bez wahania ruszyłam za nim w ciemność. Poza tym byłam ciekawa, do czego jego zdaniem byłam "idealna" . Przez osiemnaście lat mojego życia zajmowałam się tylko jednym, praktykowałam jedynie ten znienawidzony, aczkolwiek potrzebny wszystkim zawód. Byłam płatnym mordercą.

     - Jesteśmy na miejscu. – Głos mężczyzny wyrwał mnie z zamyślenia.

     Potrząsnęłam głową i spojrzałam dookoła. Byłam w środku jakiegoś starego, niemalże całkowicie pustego korytarza. Dawniej krwistoczerwona, teraz wyblakła okładzina odłaziła od zatęchłych ścian, a przymocowane na nich pochodnie dodatkowo wysuszały napuchnięty od wody materiał tak, że w niektórych miejscach był on po prostu pokruszony. Na prawo ode mnie ścianę szpeciło kilka długich poprzecznych cięć, przypominających ślad po ogromnych pazurach. Przede mną znajdowały się jedynie stare, obdrapane drzwi z mosiężną, równie wiekową klamką. Shinji niemal natychmiast chwycił ją i dość mocno nacisnął, żeby ustąpiła. Do naszych uszu doszło tylko głośne skrzypienie i pokój stał dla nas otworem. Mężczyzna wyciągnął dłoń w zapraszającym geście. Zmierzyłam go wzrokiem i weszłam do środka.

     Pomieszczenie nie było spore, w środku znajdowało się przeżarte przez korniki biurko, na którym walały się sterty różnorakich dokumentów, a przed nim dwa równie skromnie wyglądające krzesła. Przed meblem zaś stał sporych rozmiarów fotel, obity czerwoną skórą, tu i tam przetarty od długotrwałego użytkowania. Rozglądnęłam się wokół. Ściany pokryte niegdyś szafirową tapetą zdążyły już wypłowieć i pokryć grubą warstwą kurzu, popiołu i sadzy. Gdy przechodziło się obok, kłęby tego upierdliwego brudu wzbijały się w powietrze, drażniąc przybysza w nos. Odkaszlnęłam, bo jakimś dziwnym trafem trafiły także do moich ust.

      - Siadaj - nakazał dość stanowczo mój towarzysz.

      Zajęłam miejsce na jednym z krzeseł, które skrzypnęło żałośnie, przyjmując na siebie mój ciężar. Zacisnęłam zęby. Czyżbym naprawdę ważyła aż tak dużo? Podniosłam wzrok i ujrzałam Shinjiego wpatrującego się we mnie uważnie znad fotela. W jego ciemnych oczach wyzierających spod kaptura, błyszczały tajemnicze iskierki.

      - Czy w końcu dowiem się, dlaczego mnie tu pan ściągnął? – Byłam już nieco zirytowana.

     - Coś ty skarbie tak niecierpliwa, hmm? – zapytał przeciągając samogłoski uwodzicielskim tonem, co spowodowało, że zaczęłam drżeć ze złości. Zagryzłam jednak wargę, zacisnęłam pięści i starałam się opanować. Cóż, to będzie trudna współpraca, przeleciało mi przez myśl.

      - Proszę ze mną nie pogrywać. – Obdarzyłam go lodowaty spojrzeniem. – Nie jestem tu dla zabawy i pan o tym dobrze wie. Więc jeśli zamierza pan sobie za mnie nadal żartować, najlepiej niech wyrzuci mnie pan na najbliższym przystanku do piekła.

     Od ścian gabinetu odbił się jego śmiech. Spojrzałam na mężczyznę mściwie. Co ja takiego powiedziałam, że aż tak go to rozbawiło? Bo owszem rozbawiło. Gdyby był pozbawiony tych resztek godności i taktu, zapewne tarzałby się po podłodze. Odchrząknęłam znacząco i Shinji nagle zamilkł. Tak po prostu momentalnie ucichł. Po moich plecach przebiegł zimny dreszcz. Podniosłam wzrok na mojego przyszłego pracodawcę i spojrzałam mu głęboko w oczy. W jego ciemnych tęczówkach błyszczały iskierki szczerego rozbawienia, co poświadczał jeszcze szeroki uśmiech na jego twarzy. Ledwo co powstrzymałam prychnięcie, które cisnęło mi się na usta.

      - Proszę cię, naprawdę myślisz, że to takie proste? Że jak przestaniesz być dla mnie użyteczna, to skończysz z przypalonym tyłkiem na dnie kotła? Jesteś naprawdę dziecinna. – Chciałam zaprotestować, ale uciszył mnie gestem dłoni. – Słuchaj… - powiedział podnosząc się i podpierając rękami o blat biurka – Mamy spore braki w ludziach, przez co te szuje zyskują nad nami przewagę. Cała organizacja leży i kwiczy, nic już nie mówię o tym, że nikt się już nie chce zgłaszać. – Pytająco uniosłam brew, ten tylko zaprzeczył mi ruchem głowy. - Pytania później, skarbie. Jak mówiłem, to nie te czasy. Teraz nikt już nie wierzy w demony… - Osłupiała popatrzyłam w jego oczy. Był całkowicie poważny. Nie wydawał się kłamać, albo znowu robić sobie ze mnie żarty. Gdy tylko spostrzegł moje spojrzenie uśmiechnął się nikle – Ty też pewnie nie wierzysz… - powiedział chłodno.

      - Wie pan… Od jakiś dwóch godzin, jeżeli nie więcej, nie żyję, więc w demony też będę skłonna uwierzyć. – odparłam szczerze.

     - Skarbie, nie mówi do mnie per „pan”. Po prostu Shinji albo…

     - Albo?

     - Albo szefie. – Uśmiechnął się szarmancko. – Jeżeli oczywiście chcesz, ja cię do tej pracy nie zmu…

     - Co z tego będę miała? – ucięłam go. Popatrzył na mnie zaskoczony, ale po chwili błysnął zębami w jeszcze szerszym uśmiechu.

      - Co będziesz miała z naszej współpracy…? – zastanawiał się na głos – Cóż, zapewne jest taka osoba, którą tak nienawidzisz, że mogłabyś ją przy najbliższej nadarzającej się okazji rozszarpać, mam rację, skarbie? – Zdębiałam. Skąd on mógł o tym wiedzieć? A może… Może on tylko zgadywał...?

      - Jeżeli się zgodzisz… - kontynuował – Gwarantuje ci, że z naszą pomocą dokonasz zemsty na siostrze.

     Wpatrywałam się w niego zszokowana. Skąd on tyle… ?

      - Ale najpierw musisz się oczywiście wywiązać z umowy, skarbie.

      - Co to za umowa? – zapytałam drżącym głosem.

     - Powiedzmy, że jeżeli uznam, że wykonałaś już swoją pracę, będziesz wolna.

     - Czy mam pewność, że kiedykolwiek ją wykonam? – zapytałam, nieznacznie mrużąc oczy.

      - Nie masz. – Uśmiech nie znikał z jego twarzy.– Ale to i tak chyba lepsze niż nic.

     - Czy będę mogła w każdej chwili wywiązać się z umowy?

      - Coś dużo pytań zadajesz, skarbie. Będziesz mogła, jeżeli jednak to zrobisz, ie pomożemy ci.

      - Rozumiem… - powiedziałam cicho, spuszczając wzrok i wpatrując się w słoje na biurku.

     - A więc? – zaczął – Zgadzasz się? Chcesz dla nas pracować?

     - Kiedy mam zacząć, szefie? – zapytałam, patrząc mu w oczy i uśmiechając się zadziornie.

     Shinji podniósł się z fotela i skierował w moją stronę. Ja również wstałam. Jednym zgrabnym ruchem zsunął z głowy kaptur i stanął przede mną. Mój wzrok w pierwszej kolejności spoczął na jego lekko rozwichrzonych blond włosach, by chwilę później leniwie przesunąć się po jego twarzy. Prawdę mówiąc, inaczej go sobie wyobrażałam. W mojej głowie pod tym kapturem pojawiała się twarz mężczyzny po czterdziestce, z niechlujną czupryną, to tu, to tam przyprószoną siwizną. Twarz ów pana miała być, szczególnie w okolicach oczu, upstrzona licznymi zmarszczkami, spowodowanymi ironicznymi uśmiechami, które, przynajmniej w moim mniemaniu, Shinji ubóstwiał i wykorzystywał przy każdej nadarzającej się okazji. W takim wypadku dobrze zbudowany, przystojny mężczyzna po trzydziestce z bodaj dwu-trzy dniowym zarostem był zaskakującą, aczkolwiek miłą niespodzianką.

     W chwili, gdy patrzyłam w jego ciemne, niemal czarne oczy, w których teraz królował jakiś dziwny błysk poczułam na biodrach jego dłonie. Po moim ciele przebiegł nieprzyjemny dreszcz, a ja sama skrzywiłam się w duchu. Wiedziałam, że jest człowiekiem śmiałym i wie czego chce, ale nie sądziłam, że w takim stopniu. Zamiast się zatrzymać, ten pchnął mnie i przypilił do ściany, trzymając za nadgarstki. Spojrzałam mu w oczy z dziwną mieszanką szoku, złości i niedowierzania, na co ten wykrzywił usta w dzikim uśmiechu. Przysunął wargi do mojej szyi. Gdy poczułam jego oddech na skórze, zadrżałam.

       - I jak ci się podoba, co, skarbie? – zamruczał uwodzicielskim tonem. Starałam się mu wyrwać, jednak, na próżno.

      - T-Ty draniu… - powiedziałam cicho. Zaśmiał się.

        - Jesteś teraz tylko moja, wiesz? – wyszeptał cicho, przesuwając nosem po moim obojczyku.
     Zagryzłam wargę.

      Nagle drzwi otworzyły się z impetem.

      - Szefie! – zawołał ktoś wesoło– Już wróciłem! Gdzie jest ta nowa?

       Spojrzałam w bok z błaganiem wymalowany na twarzy. Na progu stał jakiś chłopak również w czarnym płaszczu.